Jak zostałem taternikiem, czyli wywiad z Adamem Karpierzem

Wojtek Karnaś: Jak narodził się u Ciebie pomysł na wspinanie w Tatrach? Do tej pory skupiałeś się głównie na wspinaniu sportowym, suplementacji, kampusie i żelazie.

Adam Karpierz (Team Heartbeat): No właśnie nie do końca. Już od kilku lat regularnie wspinałem się wielowyciągowo. Od 2013 Średnio robiłem jedną drogę rocznie (za wyjątkiem 2014 kiedy to nic nie zrobiłem), więc można powiedzieć, że ostatnie 3 lata zbierałem doświadczenie.

Fot. Adam Kokot.

Fot. Adam Kokot.

Twoja inauguracyjna wizyta w Tatrach i na pierwszy ogień idzie tegoroczna, nie łatwa nowość, czyli Opętanie X. Skąd taki wybór?

Nasłuchałem się trochę teoretyków wspinania i forumowiczów o tym jak totalnie różne jest wspinanie w Tatrach. O tym, że przeciętny sportowy wspinacz w Tatrach co najwyżej może sobie nogi w Morskim Oku zamoczyć (ja jeszcze nie moczyłem!), a nie wstawiać się w tamtejsze extremy. Słyszałem o asfalcie tak stromym, że ludzie płacą po 50zł byleby nie ryzykować odwodnienia i zawału. Ciężko mi było sobie to wyobrazić, bo wspinałem się w naprawdę wielu rejonach, w wielu krajach. Lubię wyzwania i nie wierzę w mity (szczególnie trenując na Koronie i widząc co ludzie robią na treningach ciężko w nie wierzyć), ale jak powiedziałem, że to chyba trochę naciągane i że ja to bym chętnie machnął taką Metallice, bo to przecież tylko 7c to od razu zostałem sprowadzony na ziemię krótkim: „weź nie pipcz kolego!”. Zanim przyszedł czas i ochota to powstała „najtrudniejsza droga w Tatrach”. Takie określenie jest chwytliwe, więc i mnie chwyciło. Szczególnie, że Opętanie wiedzie tzw. „sprzyjającą formacją”.

Adam na Opętaniu - Ministrant, Tatry. Fot. Adam Kokot.

Adam na Opętaniu – Ministrant, Tatry. Fot. Adam Kokot.

Wciągnąłeś to bardzo szybko prowadząc indywidualnie wszystkie wyciągi. Jak wyglądają trudności drogi i co było dla Ciebie, jako górskiego nowicjusza, największym wyzwaniem?

Problemów było co nie miara. Za kilka dni mieliśmy jechać na tripa do Francji, więc zamiast martwić się o topo martwiliśmy się czy garnek parowy dojdzie na czas jeżeli kupimy go na allegro. Zresztą słyszałem, że Ministrant jest koło Mnicha, a Mnich to taka większa skałka podkrakowska, i widać go z drogi. Kasia, moja partnerka myślała, że sprawdziłem takie podstawowe rzeczy jak info gdzie jest droga, a ja myślałem, że ona wie, bo już kilka razy była w Tatrach. No i w pierwszej próbie doszliśmy pod Zadniego Mnicha i poszlibyśmy dalej gdyby nie zespół na Cubrynie, który nam powiedział, że ta łąka przez którą przechodziliśmy to szczyt Ministranta. Ale główną trudnością było to, jak zrobić czwarty wyciąg za VII- tak by Kasia asekurowała mnie z pierwszego stanowiska (nie chciałem szarpać Jej nerwów w lufie).

A jeżeli chodzi o samo wspinanie: Pierwszy wyciąg to naprawdę fajne ciągowe wspinanie w pionowej płycie. Drugi wyciąg jest mocno boulderowy. Najtrudniejszy ruch to opuszczenie półki no handowej, ale kolejne z 10 ruchów po pleckach i podchwytach, na małych stopieńkach wciąż jeszcze trzyma. Najtrudniejszy trzeci wyciąg to wielka pozioma rysa w przewisie. Każdy ruch niby można by zrobić na łapach, ale stopnie bywają na tyle słabe, że czasem wiele nie pomagają, a wyciąg jest długi. Chodzi tu o czystą wydymę. Myślę, że jest to najbardziej westowa droga w Polsce. Gdy po wakacjach przyjechaliśmy z Adamem Kokotem na zdjęcia, trudności odczułem zdecydowanie mniej (choć nie robiłem całości, a tylko powtarzałem poszczególne sekwencje kilka razy) co uwydatnia jej charakter.

Na drugi ogień wspólnie z Karoliną Ośką poszła łatwiejsza numerkowo, ale poważniejsza mentalnie i owiana wiecznie żywymi legendami Kazalnica… Droga do tej pory miała trzy przejścia. Kto wpadł na taki szalony pomysł?

Karo po zrobieniu Filara mówiła, że się wstawiała, ale że było mokre. Więc w rozmowie powiedziałem, że ja też chce! Tam też jest sprzyjająca formacja! Na filmiku Xsięskiego i Lamy widziałem fajny dynamiczny boulder w daszku. Byłem ciekawy jak bym sobie z nim poradził w środku dużej ściany. A co do liczby powtórzeń to u mnie to chyba działa na odwrót – im mniej tym bardziej mnie intryguje i motywuje.

Adam na Opętaniu - Ministrant, Tatry. Fot. Adam Kokot.

Opętanie X, Ministrant, Tatry. Fot. Adam Kokot.

Jakie wrażenie na Tobie zrobiła nasza najhonorniejsza ściana ścian? Jest się czego bać?

Raczej słabe. Ściana broni się sama – głównie kruszyzną i mokrością. Wspinanie w wielu miejscach przypomina stromy spacer z tym wyjątkiem, że musisz uważać na każdy krok. Możesz nauczyć się rozpoznawać co jest bardziej, a co mniej lite, poruszać się obciążając chwyty i stopnie równomiernie i tak by je dociskać do ściany, a nie wyrywać. Ale dla mnie to bardziej hazard, a nie wspinanie i mnie to nie kręci. Jak już ma być wymagająco psychicznie to lubię gdy wszystko zależy ode mnie. Jak spadnę to wiem kto dał ciała, a jak dostanę cegłą w twarz to już nie jestem pewien czyja to wina. Dlatego mnie bardziej kręcą drogi w stylu Alpejskiej Trylogii. Uwielbiam czuć, że wspinam się maksymalnie efektywnie, a tam to raczej nie jest możliwe.

Ale gdyby ktoś poczuł się zbytnio zachęcony moim nonszalanckim gadaniem: tam trzeba naprawdę mieć łeb na karku, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Nawet jeżeli z zewnątrz nie jestem poważny to nie oznacza to, że olewam środki bezpieczeństwa. Gdy wycofywałem się z póły na której złapałem kibel była realna szansa, że jak coś urwę (a ruszało się niemal wszystko) to się poważnie uszkodzę, bo asekuracja nawet jak wytrzyma to nie wiem czy skałki nie urwie. Przydaje się odporność na presję i dobre czucie ciała. To zabawne, ale myślę, że takie cechy można wyrobić na… zawodach boulderowych :)

To była zaplanowana przez Was skalna egzekucja, czy były chwile zwątpienia?

Chwile zwątpienia były dzień przed wyjazdem jak dowaliłem dwie sesje treningowe jednego dnia, w tym robiłem też nogi po raz pierwszy od x czasu i chwilę po zakończeniu nie byłem w stanie zrobić przysiadu na dwóch nogach. Wtedy wierzyłem, że uda mi się sforsować asfalt do Moka, wierzyłem w przejście okapu, ale miałem obawy co do połogiego terenu na pierwszych i ostatnich pięciu wyciągach. Co do planu to ja chciałem zrobić trzy najtrudniejsze wyciągi, a co do reszty zdawałem się na doświadczenie Karo. W zasadzie to Karo mówiła co mam robić i gdzie idzie droga, a ja po prostu szedłem.

Selfie na piku Kazalnicy. Fot.arch. Adam Karpierz.

Selfie na piku Kazalnicy. Fot.arch. Adam Karpierz.

Najtrudniejsza chwila w ścianie?

Telefon do dziewczyny w którym musiałem się przyznać, że wszedłem na półkę i nie mogę zejść. Szczególnie, że kilka dni wcześniej gadałem z napotkanymi wspinaczami w Schronisku i pytałem jak to możliwe, że ludzie wychodzą gdzieś skąd nie mogą zejść (jak koty na drzewa!) 😀

Drugi w życiu wypad w Tatry i od razu klasyczny tatrzański kibel. Jak wrażenia? Byliście przygotowani na taką ewentualność?

No właśnie tutaj wyszło zdobywane latami doświadczenie wielowyciągowe. Na 4 poprzednie wielowyciągi sportowe które pokonałem, na 2 musiałem spać na topie. Więc wcale mnie to nie zaskoczyło. Od razu zacząłem sobie układać posłanie z liny, owijać się połówką NRC. Za to ze statystyk wychodzi, że kolejny wspin powinien być bez kibla 😀 Jednak trzeba przyznać, że pierwszy raz byłem zmuszony spać będąc w połowie wyciągu.

Przygotowałeś się jakoś pod te prowadzenia? Studiowałeś podręczniki wspinaczkowe? Wkuwałeś topo kazalnicy na pamięć? Jakieś specjalny trening? Zdradź nam swój przepis na tatrzański sukces…

Z podręczników wspinaczkowych to wkuwałem Horsta. Topo zajmowała się Ośka-ja nawet nie patrzyłem (za wyjątkiem wyciągu przed kiblem). A co do treningu: najważniejsza jest siła i zapas! Jak ruchy są łatwe to mam zapas – wynika to z moich predyspozycji wytrzymałościowych. Dlatego postanowiłem, doładować tak by wszystkie ruchy były łatwe. A jak jesteś świeży/jest łatwo, to się nie boisz (chyba, że urwałeś chwilę temu parapet przed twarzą). Dlatego podczas zimy trenowałem po 2 razy dziennie skupiając się głównie na sile. Zwykłem dzień zaczynać od 20 serii na campusie, a wieczorem bouldery/interwały/krótkie obwody – wszystko najczęściej na moonboardzie (ścianka ok. 3m na 3m, 40 stopni przewieszenia i wymagające guziki). Poza tym postawiłem na podejście interdycyplinarne i bardziej holistyczne, czyli starałem się wykorzystać całą wiedzę zdobytą na uczelni i poza nią by osiągnąć progres. Był cykl kreatyny, była pompa, hektolitry carbo i inne wspomagacze o których wolałbym nie mówić bo dają mi przewagę nad kolegami 😉 Była lepsza dieta (poprawa jakości i duża ilość regularnych posiłków, a nie redukcja!), była periodyzacja, podstawowe elementy odnowy biologicznej, ćwiczenia mentalne. Celem było zrobienie 8c+ za granicą. Cel udało się zrealizować, po 10 dniach ciężkiej mentalnej i fizycznej orki podczas próby gdy wszystko idealnie się zgrało, a głowa cisnęła ponad wszelki ból. W okresie przejściowym/odpoczynkowym pojechaliśmy w Tatry. Wędrówkę udało nam się pokonać bo mieliśmy znacznie większy zapas niż byłem w stanie zmarnotrawić trzymając się kurczowo chwytów. Mimo, że dzień przed byłem na Ministrancie z Romkiem Batsenko gdzie trochę się zajechałem i pogubiliśmy się na zejściu we mgle, przez co 2 dzień z rzędu nie mogłem się wyspać dłużej niż 4h-a jak się okazało nie był to ostatni taki dzień. A mimo tego droga (poza kiblem) puściła dość gładko. I tutaj kilka refleksji:

  1. Chyba większe gratulacje należą się zespołom które robiły to na limesie, bo znaczy, że byli odważniejsi od nas i wspinali się lepiej.
  2. Znam sporo osób które byłyby w stanie szybko się z tą drogą uporać, ale obawiam się, że nie wiedzą gdzie jest Kazalnica, albo nie mają szpeju.
  3. Ta „Wędrówka” to chyba słaby pretekst do przeprowadzania wywiadu, ale to i tak miłe, że chciałeś ze mną oficjalnie pogadać 😉
adam-karpierz-gadula-tatry-01

W przewieszeniu Ministranta :) Fot. Adam Kokot.

Na wspinaczkowym fejsbuku widziałem że do tej pory w swoim dorobku masz tylko jedną linię z dopiskiem trad (tajemnicza droga o wycenie 7a+). Musiała Cię ta droga wiele nauczyć skoro nastepna w kolejce była Kazalnica.  Jak czujesz się w takim wspinaniu?

Zrobiłem kiedyś 400m 6c+ w Ordesie w Pirenejach z poznanym kilka dni wcześniej Francuzem, a jakość skały tam jest podobna, tylko nie było ani jednego spita i w kluczowym wyciągu nie było z czego się asekurować, czasem po 8m więc słaby ten Twój research 😉 Kiedyś też próbowałem rysę za 6a (no na pewno nie miało 6a!) w Casal Piano w Portugalii, ale mnie tak nabiło, że wziąłem blok, a nie przywykłem do tego ;). To tyle z doświadczenia z tradem. Za to Deep Water Solo na Mallorce było wyzwaniem jak dla mnie 10 razy większym dla psychy, bo tam trzeba się wspinać po naprawdę trudnym, a loty bywają 15 metrowe i ciężkie do kontrolowania. Dodatkowo w tym czasie byłem słabym pływakiem, więc zawsze szedłem „a muerte!”. Zrobienie tam 8b czy 7c+ OS, pokazało mi jak wymagające psychicznie może być wspinanie i teraz jak sobie porównuje to jest mi zawsze lżej 😉

Przyszły sezon to sombrero, oliwki i pomarańczowe wapienie w hiszpani, czy źle dopasowany kask, konserwa i wałęsanie się po kosówkach w poszukiwaniu startów najładniejszych tatrzańskich pasaży?

Przyszły sezon zaczyna się dla mnie w listopadzie bo jadę na 3-4 miesiące na praktyki na ścianę wspinaczkową w Granadzie. Będę pracował po 8h tygodniowo ale myślę, że znajdę czas na wspinanie i trening 😉 Dzięki średniej 4,80, wynikom na Akademickich Mistrzostwach Polski i umiejętności czytania regulaminów uczelnia praktycznie mnie utrzymuje, wypłacając mi po 3-4stypendia równocześnie, za co bardzo jestem jej wdzięczny! Dodatkowo moja dziewczyna będzie wtedy na wymianie w Kordobie która jest 200km dalej. Skałki są w połowie drogi między nami więc myślę, że tam najczęściej będziemy się spotykać :) Więc zapowiada się dobry sezon.

No ale planujesz działać w Tatrach? Albo w ogóle wielowyciągowo?

W Tatry pewnie też się wybiorę, bo mam dość blisko. I żeby nie było wątpliwości: trochę się tu pośmialiśmy, ale wspinanie w Tatrach bywa naprawdę super. Nie mam też nic do osób dla których Tatry są najważniejszym celem. Każdy ma swoją wizję wspinania, nie ma gorszych ani lepszych sposobów. Mam za to coś do samozwańczych specjalistów którzy demonizują tamtejsze wspinanie, by robić wrażenie na osobach które nie wiedzą o czym mowa. Teoretykom i bajkopisarzom mówimy stanowcze: „Marsz na drąga!”

Z koleji wielowyciągi strasznie mnie kręcą, ale jak już wspominałem raczej te sportowe. Bellavista, Alpejska Trylogia, La via de los Locos, Hotel Supramonte to są drogi które niezwykle mocno oddziałują na moją wyobraźnie! Jestem przekonany, że są to linie które przy włożeniu odpowiedniej pracy i serca w trening jestem w stanie osiągnąć i to bez stylu oblężniczego.

Ambitnie!

Niektórzy mogą uznać taką deklarację za zarozumialstwo, brak skromności itd. Ale według mnie problem leży w naszej polskiej mentalności. Że trzeba być skromnym, patrzeć w ziemie i nie gadać za wiele bo a nuż Ci się nie uda i będzie wstyd. Takie myślenie ogranicza. Żeby robić trudne drogi nie wystarczy być tylko przygotowanym technicznie i umieć się skręcać. Ważna jest również wiara w to, że może się sprostać wyzwaniu. Gdy napotyka się trudności to zamiast myśleć „a nie mówiłem, że to za trudne!” warto przeanalizować czego brakuje, jak można to skompensować. W ten sposób pełniej można wykorzystać swój potencjał.

W Polsce jest mnóstwo silnych wspinaczy, ale jak zapytasz kogoś czy ma formę to 95% zacznie narzekać. Jak zapytasz czy wejdzie do finału to się śmieje. Bo jeżeli powie, że ma formę, a nie wejdzie to zaraz zacznie się wyszydzanie, że taki był cwaniak, a teraz ostatnie miejsce zajmuje. Polacy lubią jak komuś powinie się noga, każdy pamięta jak ten silny wspinacz spadł z VI.2 niezależnie od okoliczności. Często już się zapomina o tym, że ten sam zawodnik ma inne świetne przejścia na koncie. Jako naród koncentrujemy się na nie popełnianiu błędów, zamiast po prostu starać się zrobić coś najlepiej jak umiemy w danym momencie. Wyciąganie wniosków z porażek jest szalenie istotne, ale ich rozpamiętywanie już niekoniecznie.

Dlatego każdego dnia staram się walczyć z limitującymi mnie czynnikami. Nie mówię, że jestem lepszy od kogokolwiek. Wiem, że są tłumy silniejszych i lepszych wspinaczy i części z nich nigdy nie będę w stanie dogonić. Ale i tak będę parł do przodu tyle ile mogę. Bo największą w świecie radość sprawia mi gdy przypominam sobie drogi które widziałem w gazetach będąc początkującym szczylem w korkerach, a teraz mogę wstawić się w nie, a coraz częściej nawet je robić!

W takim razie trzymamy kciuki! Dzięki za wywiad! :)

Kącik nowoczesnego Taternika :) Fot. arch. Adam Karpierz.

Kącik nowoczesnego Taternika :) Fot. arch. Adam Karpierz.

Adama wspierają: Heartbeat, Motion Lab, Friction.pl, Headcrash, KS Korona. Szczegóły dotyczące przejść Opętania oraz Wedrówki Dusz znajdziecie na blogu Gaduły.

Rozmawiał Wojtek Karnaś.

facebookvimeoinstagramfacebookvimeoinstagram

Previous

Czekając na Goddoffa VI.6 dla Darii Brylovej!

Next

Heartbeat na Krakowskim Festiwalu Górskim

2 Comments

  1. side

    Świetny rozmówca! Wywiad wszedł gładko wraz z drugim śniadaniem. Powodzenia na kręcących wielowyciągówkach !

  2. Czarek

    Dobrze się czytało. Dzięki!

Dodaj komentarz

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén